with Brak komentarzy

Moja historia zmiany nawyków


Czasem słyszę „wiesz, tobie łatwiej, jesteś dietetykiem”. Choć studia skończyłam dawno, dietetykiem z wyboru jestem od kilku lat.  Od kiedy poczułam na sobie, że powiedzenie „jesteś tym, co jesz” nie jest tylko pustym frazesem.

W wieku 27 lat czułam się gruba, zmęczona i chora.

Tak też chyba wyglądałam, bo znajomi witali mnie często słowami „ojej, jesteś niewyspana?” „jesteś chora? źle wyglądasz”. Ja nie wiedziałam co mi jest i kto może mi pomóc. Nie miałam czasu o siebie dbać, albo może nie miałam na to siły.

Moją pierwszą poważną motywacją do zmian była chęć zajścia w ciążę.

Nie udawało się dość długo. Choć wyniki badań mieliśmy z mężem w normie zdiagnozowano niepłodność idiopatyczną, czyli niewiadomego pochodzenia. Zaczęłam przyglądać się sobie, swoim zwyczajom. Analizowałam to, co jem, w jaki sposób podejmuję decyzje żywieniowe i jak to wpływa na mój organizm. Wniosków było bardzo dużo, a obszarów do zmian tyle, że poczułam się przytłoczona i przerażona.

Jak można zostawić wszystkie swoje dotychczasowe nawyki i zacząć na nowo?

Odrzucić słodkości, które dają przyjemność, słone przekąski, przy których człowiek tak się relaksuje? Jak można pić wodę, która nie ma smaku? Teraz wiem, że można o wiele więcej i że każda dobra zmiana ciągnie za sobą kolejną! Krok po kroku.

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie chorobę Hashimoto.

Kilka lat zajęło mi dojście do równowagi. 10 lat temu nie było żadnych informacji na temat wpływu czynników środowiskowych na rozwój choroby i jej przebieg. Od lekarza dostałam tylko wiadomość „to genetyczne” i „absolutnie nie jest potrzebna specjalna dieta”. Szukałam wsparcia, wiarygodnych źródeł. Od koleżanki, która chorowała już jakiś czas usłyszałam „wiesz, cokolwiek byś nie zrobiła i tak będziesz czuć się kiepsko”. Odpowiedziałam wtedy: „ nie, ja na to się nie zgadzam”. Wiele miesięcy zajęło mi dojście do równowagi, do czucia się dobrze, do braku objawów, których było wiele. Ogarnęłam tę chorobę i obecnie mam z nią poprawne relacje.

Po trzech latach oczekiwań udało się zajść w upragnioną ciążę. Byłam olbrzymem.

Tak się czułam. Pod koniec ledwo się ruszałam, miałam milion dolegliwości i ważyłam tyle, co mój tata. I niestety miałam też cukrzycę ciążową, która stała się kolejną motywacją do następnych zmian. Ostanie dni pierwszej ciąży spędziłam w szpitalu. Poród był długi i skomplikowany.

Urodziłam cudownego syna.

Po kilku miesiącach od porodu okazało się, że syn ma liczne nietolerancje pokarmowe, więc jako mama karmiąca piersią przeszłam razem z maluchem na dietę eliminacyjną, co dało kolejną falę doświadczeń.

Karmienie piersią to jeden z tematów, który jest dla mnie ważny.

Ukończyłam kurs i jestem dyplomowaną Promotorką Karmienia Piersią. Wiem, jak bardzo potrzebne jest wsparcie na samy m początku, po porodzie. Przydaje się zgromadzona wcześniej wiedza oraz osoby, które będą wierzyć w nasze macierzyńskie kompetencje. Kiedyś tym zajmowały się matki, ciotki, babki. Pokolenie naszych mam niestety nie karmiło. Nie mamy skąd czerpać wiedzy, często blisko nas nie znajdujemy osób doświadczonych w temacie. Karmię już łącznie 5 rok. To także moja inwestycja w zdrowie dzieci i moje. Jak udowodniono karmienie piersią chroni także kobietę przed wieloma chorobami.

W 2014 roku poczułam, że chcę zostawić moje życie zawodowe, które prowadziłam przez kilka lat i wykorzystać w końcu wiedzę ze studiów.

Chciałam na dobre porzucić pracę w korporacji. Pracę dobrą, satysfakcjonującą. Pracę z ludźmi, których tak lubię. Pracę która mnie zmęczyła, zabrała trochę zdrowia, która nie była dla mnie. To wtedy moje nawyki były najgorsze. Wszystko toczyło się za szybko. Jedzenie i aktywność fizyczna były obszarami, które zaniedbałam.

Pierwszym co zrobiłam po rozwiązaniu umowy z pracodawcą było udanie się na studia podyplomowe z psychodietetyki. Tam dowiedziałam się, jak działa psychologia jedzenia i upewniłam się jak mogę pomagać innym.

Na drugą ciążę czekałam kilkanaście miesięcy, niestety zakończyła się po 12 tygodniach.

Trzecia ciąża dała mi wspaniałego drugiego syna.

Podczas całych 9 miesięcy czułam się już dużo lepiej niż 3 lata wcześniej. Byłam aktywna, jak nigdy. Lżejsza o 10kg, sprawniejsza, bez większych dolegliwości.

W czwartą ciążę zaszłam bardzo szybko. Jestem mamą uroczej dziewczynki.

W trakcie ciąży czułam się świetnie. Biegałam po schodach jak antylopa, właściwie bez zadyszki.

Teraz mogę o sobie powiedzieć, że czuję się lepiej niż 10 lat temu. Odżywiam się zdrowiej niż kiedyś, ciągle udoskonalam swoje nawyki.

Przekazuję zwyczaje swoim dzieciom dobrze się przy tym bawiąc, często gotując razem z nimi. Jedzenie razem przy wspólnym stole to nasza codzienność.

Przez tych kilka lat zrozumiałam, że:

  • zdrowe odżywianie i ruch, to najlepsze co możemy dać naszym organizmom, by mogły właściwie funkcjonować
  • dobre jedzenie może być smaczne i łatwe w przygotowaniu
  • można polubić gotowanie i dojść do wprawy, nawet jeśli na początku umie się zagotować jedynie wrzątek
  • można polubić aktywność fizyczną, uzależnić się od niej, nawet jeśli jest się typowym kanapowym domownikiem
  • warto jest być dla siebie najważniejszym człowiekiem na świecie, warto siebie kochać i dbać o siebie codziennie
  • wiele codziennych dolegliwości ze strony organizmu jesteśmy w stanie zniwelować obserwując się uważnie i reagując odpowiednio na sygnały dawane przez ciało, warto wtedy być dociekliwym i wytrwałym
  • jest mnóstwo rzeczy, które dają w życiu przyjemność, a jedzenie słodyczy jest tylko jedną z nich
  • nie ma zmian bez zmian

Co jadłam kiedyś?

Jadłam nieuważnie, byle gdzie, oby szybciej. Białe pieczywo, drożdżówki, makarony z gotowymi sosami, tony żółtego sera, to była moja codzienność. Popijałam to kawą latte, obowiązkowo z syropem. Z warzyw obecny był w jadłospisie plasterek ogórka, czy pomidora na kanapce. Najlepsze i najsmaczniejsze wydawało się być to, co już przetworzone i doprawione, np. sosy kanapkowe, wędliny. I słodycze, dużo słodyczy. Głównie batoniki, czekoladki, wafelki. Najchętniej wieczorami i na pocieszenie. Czasem chipsy. Często imprezy oraz fast foody. Ruchu miałam niewiele.

Co jem teraz?

Wiele półek sklepowych może dla mnie nie istnieć. Nauczyłam się gotować i mieć z tego przyjemność. A wieczorami zamiast podjadać słodycze delektuję się aromatycznymi sałatkami. Pokochałam śledzie i kiszone ogórki, których kiedyś bym nie tknęła. Na warzywa i owoce wydaję więcej niż na inne produkty żywnościowe. Jeśli chcę deser, zazwyczaj robię go sama. Cukru w domu praktycznie nie używamy, do słodzenia stosujemy owoce świeże lub suszone. Ograniczyłam spożycie białej mąki. Nie jem przy komputerze, czy przed telewizorem.

Uzależniłam się od jogi. Po dniu bez spaceru czuję, że czegoś mi brakuje. Dzień zaczynam od rozciągania.

Moja trójka malutkich dzieci to moje codzienne organizacyjne wyzwanie.

Najbardziej wymagający mali smakosze na świecie. Czasem odpuszczam pranie, sprzątanie dawno już nie jest priorytetem . Ale zdrowego jedzenia nie odpuszczam! To budulec moich dzieci! To jasny umysł ich matki.

Czy dzieci motywują mnie do zdrowego odżywiania?

Tak, ale tych motywacji jest już teraz wiele, bo dobry nawyk ciągnie za sobą kolejne. Przełomowym okresem było rozszerzanie diety pierwszego syna. Jedliśmy od początku razem, to samo i przy stole. To wtedy uczyłam się gotować. Jestem miłośniczką metody BLW – dziecko dostaje od razu jedzenie w kawałkach i je razem z rodzicem przy stole. To pomaga w kształtowaniu nawyków malucha, ale i zmianie zwyczajów rodziców.

Przede wszystkim jednak chcę dbać o siebie. Chcę czuć się dobrze i być zdrowa. Wiem, że dzieci mnie obserwują.

Dbając o siebie dbam o nich, bo maluchy uczą się przez naśladowanie. Jeśli gotowałabym tylko dla nich, a sama jadła co innego, to nie byłoby dla nich wiarygodne. A dzieci szybko rosną i szybko orientują się, że najlepsze jest to, co u rodziców na talerzu.

Uważam, że rozpoznanie schematu działania własnych nawyków i znalezienie u siebie tych kluczowych zwyczajów jest podstawą zmian w sposobie odżywiania i stylu życia. To nie dzieje się z dnia na dzień, ale dzięki wytrwałości efekty są trwałe i na zawsze.

Mniej istotne są wyliczenia kalorii, czy gotowy jadłospis. Morderczy wysiłek na siłowni i jednorazowe „wzięcie się za siebie” mogą wręcz skutecznie zniechęcić do zmian. Istotne jest poznanie zdrowych zasad. Potem można wybrać kolejność ich wdrażania i realizować dostosowując dietę do życia, a nie życie do diety.

Z chęcią podzielę się z Tobą sprawdzonymi przepisami i całą wiedzą z zakresu dietetyki i żywienia, która jest podstawą do zdrowych zmian.

Mam nadzieję, że Tobie zmiana najistotniejszych nawyków uda się tak szybko, jak to sobie zaplanujesz. Pozostańmy w kontakcie! 

Zostaw Komentarz